Podatek internetowy ... dobry pomysł? - Opinia - 2019

Anonim

Trochę historii

W 1998 r. Obowiązywało moratorium na opodatkowanie internetu. Mówiąc prościej, prawodawcy postanowili, że jeszcze nie podjęli decyzji w sprawie całej kwestii opodatkowania w Internecie. W dniu 1 listopada 2003 r. Moratorium wygasło, pozostawiając państwom otwarte na rozpoczęcie opodatkowania, jak uważają za stosowne.

Jednak obecnie tylko kilka państwowych organów ustawodawczych jest w trakcie sesji. To dobra wiadomość, ponieważ przed końcem roku prawodawcy nie będą mieli dużo czasu na przygotowanie. Oregon Senator Ron Wyden jest współsponsorem projektu ustawy, który poszerzyłby zakaz podatków internetowych. Został zabity tuż przed zakończeniem tegorocznej sesji senatu. Złą wiadomością jest, że kongres nie będzie odnosił się do tego, dopóki nie zostaną wznowione w 2004 roku. Daje to państwom dodatkowy czas, podczas gdy kongres ściąga stopy, a senatorowie zmieniają język i wzmacniają wsparcie dla swojej potencjalnej gotówkowej krowy.

Jedną taktyką, która jest używana, jest definiowanie Internetu jako biznesu opartego na telekomunikacji. Jeśli to się powiedzie, państwa mogą opodatkować Internet za pomocą istniejących praw i modeli telekomunikacyjnych. W ten sposób unikają konieczności poddawania środków podatkowych głosowaniu przez obywateli.

Jak opodatkowałby Internet?

Istnieją dwie szkoły myślenia, jeśli chodzi o opodatkowanie w Internecie. Jednym z nich jest opodatkowanie dostawców usług internetowych. Może to być podatek od dostępu do Internetu, opłata za wiadomość e-mail, podatek hostingowy lub niezliczone inne możliwości … Drugim jest podatek od sprzedaży lub podatek od transakcji. Byłoby to dodatkiem do obecnych podatków od sprzedaży.
Dlaczego któryś z tych pomysłów jest złym pomysłem? Cóż, spójrzmy na cel podatków. Podatki powinny płacić ludzie, którzy korzystają z usług, które świadczą. Na przykład edukacja przynosi korzyści wszystkim; dlatego każdy powinien płacić podatki za edukację. Drogi są korzystne dla kierowców, którzy płacą podatki od gazu wymaganego do zasilania samochodów. Piesi płacą opłaty na szlakach dla dobra strażników utrzymujących te szlaki. Do czego będą wykorzystywane podatki internetowe? Niezależnie od tego, do czego państwo chce je wykorzystać. Czy pieniądze pójdą na usprawnienie Internetu lub dofinansowanie dostępu dla ubogich? Wątpię. W rzeczywistości zwiększyłoby to tylko tak zwany podział cyfrowy. Jeśli podatki zostaną nałożone na Internet, dostęp do nich i korzystanie z nich staną się droższe i uniemożliwią dostęp do nich biedniejszym Amerykanom, którzy mogliby w inny sposób skorzystać z edukacyjnych i ekonomicznych możliwości oferowanych przez Internet.

Drugą metodą opodatkowania byłyby podatki od sprzedaży. Jak działałby internetowy podatek od sprzedaży? Na podstawie lokalizacji, z której kupujesz? Lub w oparciu o lokalizację firmy, w której kupujesz? I znowu, gdzie będą zbierane pieniądze?

Rozwiązanie?

Jednym z możliwych rozwiązań problemu podatków internetowych jest nominalna opłata za wszystkie wysyłane wiadomości e-mail. Powiedzmy, że dziesięć centów na każde wysłane 100 e-maili. Dla mnie byłoby to około pięćdziesiąt centów na miesiąc. Pomoże to ograniczyć liczbę spamerów, a pieniądze mogą zostać wykorzystane, aby pomóc rodzinom o niskich dochodach uzyskać dostęp do Internetu.

Jednak w obecnej sytuacji niektórzy senatorzy postrzegają Internet jako potencjalną krowę gotówkową i coś, na co tracą. Zmniejszenie przychodów? To nie ich pieniądze na początek!

Porozmawiaj o tym artykule tutaj:

//forums.designtechnica.com/showthread.php?threadid=3461

Poglądy wyrażane tutaj są wyłącznie poglądami autora i nie odzwierciedlają przekonań Digital Trends.